Jako drużyna zrobiliśmy progres

Strona główna / AKTUALNOŚCI/ Jako drużyna zrobiliśmy progres
2017-06-28

Mimo braku awansu do V ligi, trener drużyny Rezerw nie miał problemu z tym, by w rozmowie z nami wskazać pozytywy minionego sezonu. Z pewnością godna uwagi była gra naszych najmłodszych piłkarzy w podhalańskiej A klasie, którzy zdobyli niesamowite doświadczenie, jakie - mamy nadzieję - zaprocentuje w przyszłości i już w sezonie 2017/2018 pozwoli realnie powalczyć o awans do ligi okręgowej.

Trener Marcin Faron to szkoleniowiec młodego pokolenia, który w minionym sezonie od stycznia prowadził drużynę Rezerw, a jeszcze wcześniej rozpoczął pracę w Akademii Piłkarskiej Podhala jako trener rocznika 2009. W rozmowie z nim pytaliśmy o zakończony sezon, przyczyny nierównej formy drugiej drużyny i jego plany na przyszłość. Zapraszamy do lektury!

Jakub Udziela: Marcin, przejąłeś drużynę w połowie sezonu. Było to ciężkie wyzwanie?
Marcin Faron: Wyzwanie na pewno ciężkie, ponieważ drużyna Rezerw to całkiem inna specyfika prowadzenia zespołu niż w przypadku drużyny, która występuje pod pierwszym szyldem. Przychodząc do klubu nie miałem bagażu doświadczenia w prowadzeniu innej drużyny rezerw. Przed objęciem Rezerw NKP, moją pierwszą pracą z drużyną seniorską był klub Hetman Leśnica (B klasa gr.2). Wyzwanie było więc ciężkie, tym bardziej, że Podhale to klub, w którym pierwsza drużyna gra w III lidze, a aspiracje klubu są jeszcze większe. Celem postawionym przez Zarząd drugiej drużynie był awans do V ligi. Objąłem zespół po rundzie jesiennej, dokładnie końcem stycznia. Rezerwy zajmowały wtedy czwarte miejsce, ze stratą 4 punktów do lidera. Miałem niespełna trzy miesiące na przygotowanie drużyny do rozgrywek, w tym poznanie zawodników pierwszej drużyny oraz na zapoznanie się z funkcjonowaniem klubu NKP Podhale. Komuś może się wydawać, że się przychodzi, obejmuje drużynę i gotowe. W rzeczywistości jest zdecydowanie inaczej. Trzeba wykonać masę pracy, a po drodze zawsze wypadną jakieś niespodzianki.

Początek rundy wiosennej w waszym wykonaniu bardzo dobry, awans wydawał się sprawą otwartą. Z meczu na mecz jednak słabliście. Czym było to spowodowane?
- Po bardzo dobrym meczu z Lubaniem Tylmanowa, w spotkaniu z Łopuszną punkty uciekły nam w samej końcówce. Później przyszła słabsza seria (w meczach ze Spiszem oraz Granitem), a awans zaczął nam się oddalać, ponieważ Huragan regularnie punktował. Był to też dla nas ciężki okres, a ja miałem sporo przemyśleń. Traciliśmy tak naprawdę punkty w meczach, które powinniśmy wygrać, ponieważ dominowaliśmy, chcieliśmy wysoko odbierać piłkę, próbowaliśmy w każdym meczu budować atak od tyłu. Czasem popełnialiśmy bardzo proste błędy i nie wyciągaliśmy jako drużyna z tego wniosków, mimo że rozmawialiśmy o tym i wiedzieliśmy czego mamy się wystrzegać w kolejnych spotkaniach. W piłce jest tak, że styl jest istotny, ale jeszcze ważniejsze są punkty, a my straciliśmy ich za dużo. Warto też dodać, że równolegle graliśmy w Pucharze Podhala i w ciągu czterech tygodni rozegraliśmy łącznie 7 meczy, co na pewno odbiło się na zawodnikach – tym bardziej, że im bliżej końca sezonu, tym kadra była coraz szczuplejsza, a swoje problemy miała też pierwsza drużyna (kontuzje, liga/również puchary OZPN oraz PPPN). Na „starszą gwardię” Rezerw mogłem jednak zawsze liczyć. Bardzo mi szkoda przegranego meczu z Zakopanem w półfinale PP, ponieważ byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną w tym spotkaniu. Chłopaki zasłużyli na ten finał.

Spoglądam jeszcze na wyniki rundy wiosennej… U siebie same zwycięstwa lub remisy, a na wyjeździe same porażki lub remisy. W obu przypadkach przeważały jednak wyniki wyłaniające zwycięzcę. Skąd się wzięła ta niedobra dyspozycja wyjazdowa i dlaczego akurat u siebie radziliście sobie dobrze?
- Nie będę się bronił tym, że sztuczna nawierzchnia ma wpływ na naszą grę, ale zdecydowanie lepiej futbolówką operuje się nam właśnie na niej, ponieważ większość czasu trenujemy na sztucznej murawie, sporadycznie wchodzimy na boisko trawiaste. U siebie jesteśmy mocni, a na wyjeździe boiska są różnie przygotowane i różnie zawodnicy na to też reagują, dlatego u rywali gra się nam ciężej.

Podhalańska A klasa to według Ciebie silna liga? Pod koniec sezonu mówiło się o „kabarecie” w podokręgowych rozgrywkach. Spotkania kończyły się po połowie, drużyny ogłaszały dekompletacje, pojawiały się walkowery… Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
- Jeśli dalej ma to tak wyglądać, to w takim przypadku uważam, że liga powinna liczyć 12 zespołów, natomiast do A klasy powinni wchodzić tylko mistrzowie z klas B. Z wyjątkiem drużyn Skałki oraz Spisza, reszta zespołów w naszej lidze prezentowała się solidnie i do samego końca nie wiadomo było, kto zagra w barażach. Trzeba było czekać aż do ostatniej kolejki, aby wyłonić dwie drużyny do baraży. Osobiście zaskoczyło mnie m. in. podejście zawodników Zawratu Bukowina, którzy po połowie zeszli z boiska w naszym spotkaniu. Dla mnie kompletnie niezrozumiała sytuacja (przyp. red. o tym niecodziennym spotkaniu można przeczytać tutaj - kliknij).

Jak więc ocenisz piąte miejsce Twojej drużyny na koniec sezonu w A klasie?
- W ostatnim meczu przegraliśmy w Zaskalu minimalnie o czwartą lokatę. Uważam, że zasłużyliśmy na to, by być w pierwszej trójce, ale przyjmujemy piątą pozycję i myślę, że to nas zmotywuje do jeszcze cięższej pracy w nadchodzącym sezonie. Sporo elementów musimy jeszcze poprawić w naszej grze. Nie udało nam się zrealizować celu postawionego przez zarząd, ale jako drużyna nie jesteśmy przegrani. Były trudne momenty, ale ostatecznie zajęliśmy piątą pozycję i za wyniki ja jestem odpowiedzialny, także biorę wszystko na siebie. Na pewno czujemy niedosyt i wiem, że zawodnicy są trochę zawiedzeni, ale to, że nazywamy się NKP Podhale nie oznacza, że ktoś się przed nami położy i da sobie wbijać bramki – każdy chce urwać nam punkty i sprawić sensację, a przynajmniej niespodziankę.

Wyróżniłbyś jakichś zawodników w Twoim zespole albo coś szczególnego jeśli chodzi o całą drużynę?
- Nie chcę wyróżniać jednostek, ale są osoby, które wykonały postęp. Jeśli chodzi o drużynę, to pewne rzeczy udoskonaliliśmy, czy poprawiliśmy grę z kontry, a w ostatnich meczach można się było dopatrzyć jeszcze innych pozytywnych zagrań. Niemniej całość nie funkcjonuje jeszcze tak, jakbym sobie tego życzył.

A co prywatnie możesz powiedzieć o swojej pracy trenerskiej w tym sezonie? Jesteś zadowolony, widzisz progres?
- Jako drużyna zrobiliśmy progres. Były bardzo dobre momenty (najlepszy mecz w tej rundzie z Szarotką Rokiciny Podh.), ale zdarzały nam się również słabsze mecze (np. w Rabce z Wierchami). Mamy młodą drużynę, w większości składającą się z samych młodzieżowców, dodatkowo w ostatnich trzech meczach z bardzo dobrej strony pokazali się zawodnicy z naszej Akademii z rocznika 2001 (Derek, Głowa, Zubek, Kowalczyk oraz z 2000 Kostrzewa).

Jakie w związku z tym masz plany na przyszłość jako trener?
- Nie chcę wybiegać na razie za daleko w przyszłość. W chwili obecnej dalej zostaję w Akademii Piłkarskiej Podhala i będę się zajmował rocznikiem 2009, natomiast co do Rezerw, to z Zarządem nie rozmawialiśmy jeszcze o nadchodzącym sezonie. Teraz skupiam się na obronie pracy magisterskiej – czeka mnie ona początkiem lipca na AWF w Krakowie, natomiast już końcem lipca rozpoczynam kurs trenerski UEFA A, na który zakwalifikowałem się po egzaminach wstępnych.

A więc na koniec: czego Ci życzyć na przyszłość?
- Zdrowia, bo ono jest tylko jedno.

Tego w takim razie życzę! Dzięki wielkie za wywiad.
- Dziękuję również!

KLUBY PARTNERSKIE

SPONSOR GENERALNY

UBIERA NAS

SPONSORZY

PATRONAT MEDIALNY