To zespół ma wygrywać, a nie jednostki

Strona główna / AKTUALNOŚCI/ To zespół ma wygrywać, a nie jednostki
2016-10-13

Wczoraj druga drużyna Podhala sprawiła niemałą niespodziankę, eliminując z Pucharu Polski na szczeblu Podhala V-ligową Jarmutę Szczawnica. Tuż przed meczem rozmawialiśmy z trenerami A-klasowej drużyny NKP o ich niezwykle ciekawej drużynie, niemal w pełni w tym roku przebudowanej i odmłodzonej, w którym juniorzy naszego klubu z powodzeniem uczą się seniorskiej piłki. Więcej w poniższym wywiadzie - zapraszamy do lektury!

Jakub Udziela: Po dziesięciu meczach wasza drużyna ma na koncie 18 punktów i 5. miejsce w tabeli A klasy Podhalańskiego Podokręgu. Czy na tę chwilę jesteście zadowoleni z tego, co osiągnęliście?

Robert Siemek: Jesteśmy bardzo zadowoleni, tym bardziej, że nie zakładaliśmy sobie walki na szczycie tabeli, biorąc pod uwagę to, że drużynę przebudowaliśmy w praktycznie 80% - zostało tylko kilku zawodników z zeszłego sezonu. Reszta graczy to praktycznie juniorzy. Obecnie w rozgrywkach A klasy mamy zgłoszonych aż 15 młodzieżowców. Tak więc drużyna została gruntownie przebudowana i liczyliśmy się z tym, że chłopcy będą musieli w tym sezonie w jakiś sposób okrzepnąć w lidze, bo to nie to samo, co liga juniorów. Dlatego też nie przypuszczaliśmy, że po dziesięciu meczach będziemy tak wysoko w tabeli i jest to dla nas bardzo dobry wynik. Niemniej jednak nie sięgamy myślami gdzieś daleko w przyszłość, tylko skupiamy się na każdym kolejnym meczu i do każdego meczu podchodzimy osobno. Staramy się w każdym spotkaniu, by zagrać jak najlepiej i żeby chłopcy dali z siebie wszystko.
Krzysztof Leśniakiewicz: Myślę, że tak jak powiedział Robert - jesteśmy zadowoleni, natomiast na pewno pozostaje mały niedosyt, ponieważ w kilku meczach na początku sezonu mogliśmy się pokusić o zwycięstwo. Zabrakło tam troszkę szczęścia i ogrania chłopakom, ale cel był taki, żeby stawiać właśnie na młodzież - żeby to oni kiedyś tworzyli trzon tych rezerw. Sam fakt ostatnich ośmiu meczów z rzędu bez porażki, wliczając te pucharowe (przyp. red. wywiad przeprowadzano przed wygranym meczem ze Szczawnicą) mówi sam za siebie. Dodatkowo od trzech spotkań pomagają nam chłopcy z pierwszej drużyny, co też jest dość dużym wzmocnieniem. Myślę, że zarówno my z trenerem Sieklińskim, jak i zawodnicy rezerw z zawodnikami pierwszej drużyny znaleźli wspólny język i z tego jesteśmy bardzo zadowoleni.
RS: Ode mnie jeszcze taka dygresja, że na początku sezonu taka właśnie była idea, pomysł na tą drużynę rezerw, żeby tworzyli ją zawodnicy szerokiego składu III ligi, którzy nie są aktualnie w najlepszej formie albo są po kontuzjach i by do tej najlepszej formy dochodzili poprzez granie w drugiej drużynie. Natomiast resztę mieli tworzyć właśnie młodzi, zdolni chłopcy naszego klubu. I ten pomysł się sprawdza.
KL.: Tak, dokładnie, zgodzę się. Teraz dokładnie widać jak ten pomysł znajduje swoje zastosowanie w praktyce. Widać, że zawodnicy III-ligowi, którzy przychodzą do nas, by się ogrywać po kontuzji czy w innych przypadkach, wiodą prym w naszej drużynie. Widać różnicę w ich grze i dzięki temu nasi młodzi chłopcy mogą się od nich uczyć i podnosić swoje umiejętności, poprzez grę w jednym zespole z takimi zawodnikami.


7 sierpnia - pierwszy sezonu mecz w Jordanowie

Tak jak trenerzy wspomnieli - od ośmiu meczy jesteście niepokonani, ale posiłki z pierwszej drużyny są dostępne dopiero od trzech spotkań. Oznaczałoby to, że po tych pierwszych trzech, niekoniecznie udanych kolejkach A klasy, młodzi chłopcy szybko i bardzo dobrze wkomponowali się w drużynę rezerw i rozgrywki seniorskie. Zgodzicie się?

RS: Tak. I to właśnie bardzo cieszy. Zresztą widać było już w ostatnich meczach, że w porównaniu z tymi pierwszymi ta nasza młodzież już inaczej się zachowuje na boisku, już nie odkłada nogi, fizycznie stara się walczyć ze starszymi rywalami, mimo że na początku była w ich poczynaniach lekka bojaźń i lekki strach. Kilku z nich było już oczywiście ogranych w A klasie, niemniej jednak nie wszyscy, gdyż dla części juniorów to dopiero pierwszy sezon w seniorskiej piłce i dlatego bardzo cieszy fakt, że radzą sobie w niej coraz lepiej. Poza tym ta mieszanka rutyny z młodością jest bardzo efektywna. Młodsi zawodnicy uczą się od tych bardziej doświadczonych, widać, że ci starsi nimi kierują, a młodzi starają się nawiązywać poziomem do ich gry. Co również ważne - przynosi to naprawdę dobre efekty. W ostatnich trzech meczach A klasy - dla przykładu - zdobyliśmy komplet punktów, 12 bramek i nie straciliśmy ani jednego gola. To cieszy i oby tak dalej.
KL: Ja z kolei przyznam, że na początku nasi młodzi chłopcy mieli w swojej grze takie typowo juniorskie zagrania i młodzieńcze zachowania na boisku. Teraz - dzięki temu, że grają z troszeczkę starszymi zawodnikami, ogranymi też w wyższych ligach oraz tymi ogranymi w A klasie przez wiele lat - zaczęli słuchać tego, co trenerzy do nich mówią. Na treningach staramy się też pracować nad elementami, które szwankują lub szwankowały w porzednich meczach: nad szybszymi zagraniami, przyjęciem i odegraniem piłki i tym podobnymi, by ta gra była po prostu przyjemna dla oka. I to również przynosi efekty. Zdobywamy coraz ładniejsze bramki i ta gra wygląda coraz lepiej. Dodatkowo - tak jak wspomniałeś - dopiero od trzech meczy mamy do dyspozycji zawodników pierwszej drużyny, więc okazuje się, że jednak ci nasi chłopcy, wychowankowie, w piłkę grać potrafią. Te osiem ostatnich meczy bez porażki o czymś bowiem świadczy i nie wzięło się to znikąd. Jest to więc dobry prognostyk na przyszłość.
RS: Takim chyba najlepszym dowodem na to, że nasi juniorzy mają duży wkład w zdobywane przez nas punkty są też bramki przez nich strzelane: wymienię tu Patryka Kwiatka i Dawida Dudę, którzy jak na razie na swoim koncie mają po siedem goli... Także to nie są zawodnicy, którzy uzupełniają skład, ale zawodnicy kluczowi, mający wpływ na losy spotkania.
KL: No i tutaj trzeba też powiedzieć o Jarku Potońcu z pierwszej drużyny, który po prostu jest jak maszyna do zdobywania bramek! Cieszę się, że się odbudował, bo jest to naprawdę fajny, skromny chłopak i w wielu superlatywach możemy się tu z trenerem Robertem o nim wypowiedzieć. Jeżeli wróci do 100-procentowej formy, to na pewno będzie dużym wzmocnieniem dla pierwszej drużyny.


Mariusz Różalski (z piłką w ręce) podczas meczu z Bukowiną T. (25 września)

Jedno to jest atak, o którym trenerzy mówią, ale drugie to defensywa. Jak już zostało wspomniane - od trzech meczy gracie bez straty bramki. Z czego to się bierze?

RS: Na pewno to, że gra z nami teraz doświadczony bramkarz - Mariusz Różalski - dało duży spokój naszej formacji obronnej. Widać, że chłopcy zaufali bramkarzowi, co jest bardzo ważne. Mamy też solidną obronę, złożoną z tych starszych zawodników, takich jak Bartek Augustyn, Daniel Anioł, czy Bogdan Karpiel, którzy - nie ma co ukrywać - są doświadczonymi graczami, ogranymi w A klasie. Cała pomoc i atak to z kolei młodzi chłopcy i ci, którzy na tę chwilę nie mieszczą się w wyjściowym składzie pierwszej drużyny. Tak się zresztą staraliśmy zbalansować ten skład, by wszystko miało ręce i nogi. I jak na razie ta szuka chyba nam się udaje, bo osiągamy całkiem niezłe wyniki.
KL: Na początku mieliśmy właśnie kłopot z obstawą bramki. Były perypetie z bramkarzem, który złapał kontuzję (przyp. red. Filip Nowobilski), a potem wszedł do bramki młodziutki, 16-letni Sajmon Kostrzewa, który nie grał jeszcze na takim poziomie i zdarzały mu się pewne młodzieńcze błędy. Z kolei to, że w końcu dostaliśmy bramkarza, który jest ograny i który pomimo tego, że był przez długi czas kontuzjowany, daje - to co Robert powiedział - duży spokój w grze formacji defensywnej. Może się ona już skupić nie tylko na tym, co się dzieje z tyłu, ale też na tym, co się dzieje z przodu. Dlatego też strzelamy więcej bramek - ponieważ obrona częściej włącza się w akcje ofensywne. Na koniec jeszcze taka anegdota: tak naprawdę Mariusz (przyp. red. Mariusz Różalski) nie puścił już bramki prawie osiem miesięcy (śmiech): siedem nie grał bowiem przez kontuzje, a teraz po powrocie jeszcze żadnej nie puścił. Dlatego też jest dla nas dużym wzmocieniem, widać w jego poczynianiach duży spokój i ligowe ogranie.

Trenerzy wspomnieli o naszej zdolnej młodzieży i o nią teraz chcę spytać. Patryk Kwiatek, Dawid Duda, czy inni wyróżniający się zawodnicy, będący w wieku juniorskim w naszym klubie mają spory talent. Nie miały na nich ochotę inne kluby, z wyższych niż A klasa lig?

RS: Powiem więcej: wiem, że mają ochotę i rozmawialiśmy już przed sezonem, bo chłopcy mieli problem z podjęciem decyzji, czy zostać u nas, czy może spróbować swoich sił w silniejszej lidze. Natomiast po wspólnych rozmowach doszliśmy do wniosku, że najlepszym dla nich rozwiązaniem i najbardziej rozwojowymi będzie zostanie w drugiej drużynie naszego klubu. Dodatkowym plusem tej decyzji jest to, że teraz na mecze rezerw przychodzą czy to trener pierwszej drużyny, czy asystent trenera i jest to dla nich na pewno motywujące. Dzięki temu chcą grać jeszcze lepiej, by móc się pokazać i zaprezentować swoje umiejętności - może też dostaną kiedyś szansę zagrać w III lidze, kto wie. Myślę, że prędzej ich tutaj zauważy trener pierwszej drużyny, niż jakby grali w jakiejś innej drużynie, spoza naszego miasta. I to jest właśnie to, o co w tym wszystkim chodzi: chłopcy widzą szansę pokazać swoje umiejętności i chcą dzięki temu grać jak najlepiej.
KL: Przed sezonem było faktycznie wiele niewiadomych i wiele zapytań, ale musimy zaznaczyć, że organizacja w klubie trochę się zmieniła i to zmieniła na lepsze. Teraz już nie jest tak, że tylko zawodnik samowolnie decyduje, gdzie będzie grał, ale w tej decyzji ma też swój udział sztab trenerski, wraz z trenerami koordynatorami. A odnośnie samego pytania, to nie tylko Patryk czy Dawid są wyróżniającymi się postaciami w naszej drużynie. Jest też Mateusz Pawlikowski, Kamil Kantor i wielu, wielu młodych zawodników, którzy mają spory potencjał, natomiast jeszcze muszą się bradzo dużo nauczyć od zawodników bardziej doświadczonych, zawodników ogranych. Przykładowo Patryk ma bardzo duży talent, ale myślenie czasem takie, jakby miał dziesięć lat - możesz to umieścić w wywiadzie (śmiech). Musi tu po prostu pomyśleć o troszeczkę innych zachowaniach na boisku i poza boiskiem. Choćby więcej zimnej krwi. Natomiast - tak jak trener Robert powiedział - mają oni bardzo duży potencjał i nagrodą dla nich jest już to, że trenerzy III-ligowego zespołu NKP włączają ich do treningów pierwszej drużyny. To jest naprawdę duże wyróżnienie, ale nic za darmo nie przyjdzie - oni muszą po prostu walczyć o ten skład.


Mecz z Rabką, wygrany 4:0 (2 października)

Nad czym więc przede wszystkim trzeba pracować z tymi młodymi zawodnikami, by przestawić ich z grania juniorskiego na seniorskie? Na jakich konkretnie elementach trzeba się skupić?

RS: Na podstawie tego, co zaobserwowaliśmy na meczach, naszą bolączką jest zbyt długie "holowanie" piłki. Nasi zawodnicy są w jakiś sposób przesiąknięci - ja to nazywam - "piłką orlikową", to znaczy, że lubią futbolówkę trzymać cały czas przy nodze, zrobić jakieś kółeczka i tak dalej, jednak na taką ligę, jaką jest A klasa nam się to nie podoba i nie jest to przede wszystkim skuteczne w grze. Jeżeli bowiem zaczynamy grać dwoma podaniami, czy z klepki, to efekty są bardzo dobre i mieliśmy już kilka takich spotkań, w których grając z pierwszej piłki, zdecydowanie przeważaliśmy i strzelaliśmy więcej bramek. I to jest ten element, nad którym na pewno trzeba popracować: wyeliminować u chłopaków tą chęć trzymania piłki non-stop przy nodze. Druga rzecz to doświadczenie i ogranie, ale tego nie da się nauczyć. Nasi młodzi zawodnicy muszę je zbierać w każdym ze spotkań. Nikt nikogo doświadczenia nie wyuczy: chłopaki sami muszą kilka meczy wygrać, kilka przegrać. Są też schematy rozegrania stałych fragmentów gry, na które również poswięcamy czas na treningach... generalnie jest więc nad czym pracować.
KL: Myślę, że w tej kwestii Robert powiedział już wszystko. Od siebie dodam tylko tyle, że fizyczność i wytrenowanie pewnych schematów to jedno, a drugie to psychika, która u młodych chłopców jest trochę inaczej ukształtowana, niż u zawodników starszych, bardziej profesjonalnych. Chodzi o takie młodzieńcze podejśćie bez pokory do przeciwnika i tej pokory trzeba ich właśnie nauczyć. Myślę, że tego już teraz uczą ich również piłkarze przeciwnych drużyn. Nie zawsze dają się bowiem ośmieszać, nie tak łatwo jest im już założyć "siatkę" czy minąć ich zwodem. Są już jednak pewne elementy w grze naszych juniorów, przy których widać, że mentalnie dorastają oni do poziomu seniorskiej piłki i nie odstają od piłkarzy, którzy są już w niej ograni od kilku lat. Ci młodzi chłopcy muszą się jednak cały czas uczyć i zrozumieć jedną rzecz: że nie grają dla siebie, by na przykład zostać królem strzelców, ale grają dla drużyny i najważniejsze jest jej dobro. To zespół ma wygrywać, a nie jednostki.
RS: Dodać do tego można jeszcze konsekwencję w grze, bo nieraz jest tak, że prowadzimy w spotkaniu, ale wkrada się nonszalancja i hurraoptymizm, zamiast konsekwentnej gry mimo dobrego wyniku.
KL: I właśnie te mecze, które przegraliśmy na początku sezonu wzięły się z błędów czysto juniorskich, o których teraz wspominamy.

Porozmawialiśmy o tym, co było i co jest. Teraz chciałbym spytać o to, co będzie. Zbliża się bowiem zima, powoli kończy się runda jesienna. Są już jakieś konkretne plany na zimowy okres przygotowawczy przed rundą wiosenną?

KL: Plany mamy, ale nie będziemy ich zdradzać.
RS: Tak, dokładnie. Poza tym przed nami jeszcze trzy kolejki rundy jesiennej, przy czym w dwóch z nich zmierzymy się praktycznie z liderami A klasy: Zaskalem i Waksmundem.
KL: Dodajmy, że liczymy na dużą frekwencję kibiców w meczu z Huraganem Waksmund (przyp. red. mecz już w najbliższą niedzielę o 11:00 w Nowym Targu)!
RS: Chcielibyśmy tę rundę dograć w jak najlepszym stylu, a myślę, że o planach na zimę jeszcze będzie czas podyskutować. Z pewnością pojawi się trening na sali, jakiś fitness... Ale to wszystko jeszcze przed nami. Na chwilę obecną skupiamy się na tym, by zakończyć rundę jesienną jak najlepiej.


Ostatni wyjazdowy mecz z Rokicinami Podhalańskimi, wygrany 6:0 (9 października)

A więc patrzycie na najbliższe spotkanie i nie spoglądacie daleko w przyszłość?

KL: Nie wychodzimy na mecz, żeby przegrać. Wychodzimy, żeby wygrać, żeby walczyć o każdy skrawek bosika, żeby walczyć o trzy punkty w każdym spotkaniu. Nasza współpraca póki co układa się bardzo dobrze. Również na stanowisku trenerów wzajemnie z Robretem się uzupełniamy, także cieszymy się, że pracujemy ze sobą.
RS: No tak. Bardzo fajnie to zafunkcjonowało, bowiem ja przez trzy lata prowadziłem zespół juniorów starszych i mam doświadczenie w pracy z młodzieżą, Krzysiu z kolei ma doświadczenie w prowadzeniu zespołów seniorskich. Musieliśmy się razem dogadać: kto, gdzie, kiedy na boisku, w jakim celu i po co. To na razie funkcjonuje dobrze i oby tak dalej.
KL: Uczymy się po prostu od siebie nawzajem (śmiech).
RS: Dokładnie. Należałoby też wspomnieć tutaj o konkurencji w drużynie, bo zaczynaliśmy sezon mając 27-28 zawodników. Wiadome było, że część osób się wykruszy, że część odejdzie. W tej chwili mamy taką wykrystalizowaną 15-17tkę graczy. Chcemy, żeby teraz nikt nas już nie opuścił, mimo że chłopcy zdają sobie sprawę, że nie zawsze będą grać. Zawsze muszą być zmiany i nie można się obrażać, jeśli w danym meczu zagram mniej. Liczymy też obciążenia meczowe zawodników, wiemy kto ile minut zagrał. Cieszymy się, że mamy ten stały skład i chłopców, którzy dochodzą z III ligi. To tworzy fajną grupę zawodników, z której możemy wybrać meczową 16-tkę. Wygląda to całkiem fajnie.

Czyli podsumowując wszystko, co do tej pory: skupiamy się na tym, by młodzież się rozwijała, grała jak najwięcej, a zawodnicy pierwszej drużyny, którzy są po kontuzjach czy innych problemach ogrywali się w A klasie i to jest w tej chwili najważniejsze, tak?

KL: To jest taki priorytet, wspólnie wypracowany z trenerami pierwszej drużyny i myślę, że to jest dobry układ. Natomiast nie możemy zapominać, że to jest początek. Wiadomo, że sezon przynosi różne niespodzianki i może się okazać, że w pierwszej drużynie będą kartki, kontuzje, czy inne perturbacje lub przepisy, niepozwalające już grać tym zawodnikom w drugiej drużynie, więc możliwe, że końcowkę sezonu będziemy musieli dograć "o własnych siłach". Niemniej jednak wierzę, że wspólna gra z tymi zawodnikami, grającymi przecież w przeszłości w takich klubach jak Górnik Zabrze oraz ich pomoc i zaangażowanie pomoże naszym juniorom i wiele się oni od nich nauczą, dzięki czemu znacznie podniosą swoje umiejętności. Tym bardziej, że już teraz przynosi to spodziewane efekty.

W takim razie życzę powodzenia w realizacji tego planu i na następne mecze!

KL: Dzięki!
RS: Dziękujemy.


A więc już teraz zapraszamy na mecz świetnie spisujących się ostatnio rezerw naszego klubu, którzy w najbliższą sobotę o godzinie 11:00 na Stadionie Miejskim przy ul. Kolejowej podejmą aktualnego wicelidera tabeli - Huragan Waksmund! Będzie się działo! Do zobaczenia!

KLUBY PARTNERSKIE

SPONSOR GENERALNY

UBIERA NAS

SPONSORZY

PATRONAT MEDIALNY